Ostolski: Unia Europejska potrzebuje większej solidarności

Jaka Polska - Ostolski

Przemysław Prekiel: W która stronę zmierza UE? Jaki będzie jej kształt?

Adam Ostolski: Unia Europejska jest na rozdrożu. Obecny model integracji jest na wyczerpaniu. Wyczerpuje się budowanie rzeczywistej jedności między krajami UE, czyli pokoju i dobrobytu. To jest istotne, ponieważ w micie założycielskim UE mówiło się, że powstała ona po to, aby nie było wojen. Z kolei mit, który jest wyjątkowo zauważalny w Europie środkowo-wschodniej, mówi o UE powstała po to, aby budować solidarność ekonomiczną i polityczną. W ostatnich latach, w czasach kryzysu ekonomicznego, okazało się, że ta konstrukcja UE, którą wypracowano przez lata 80-te , 90-te i na początku XXI wieku – skupienie na jednolitym rynku i wspólnej walucie – nie tylko tworzy solidarności europejskiej, ale wręcz ja niszczy. Kreuje przy tym nową falę europejskich nacjonalizmów. To nie są nacjonalizmy, jakie znamy z przeszłości, sprzed powstania UE, nie jest to również nacjonalizm zrodzony z oporu przeciwko UE, jest to nacjonalizm czy ksenofobia, która jest zrodzona z takiego a nie innego kształtu integracji europejskiej, czyli takiej, która niedostatecznie buduje solidarność.

Widać to szczególnie w przypadku Grecji i innych krajów dotkniętych tym, co błędnie nazywa się „kryzysem zadłużenia” a co tak naprawdę jest strukturalnym kryzysem strefy euro. To widać również bardzo mocno w przypadku migracji wewnątrz UE, czyli kwestii swobodnego przepływu osób, pracowników z Polski czy Rumunii, którzy wyjeżdżają w poszukiwaniu lepszej pracy. W wielu krajach, nie tylko w Wielkiej Brytanii czy Holandii, prawica zbija polityczny kapitał na kreowaniu nagonki wobec imigrantów z innych krajów UE. Ale problem dotyczy również imigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, którzy szukają w Europie schronienia przed wojną czy negatywnymi skutkami zmian klimatycznych. Bardzo często się zdarza, że tego schronienia nie znajdują, brakuje bardziej solidarnej polityki przyjmowania uchodźców. Także w Polsce.

Premier Węgier Victor Orban stwierdził, że chce „Europy dla Europejczyków”. Jak w takim razie wypracować wspólne stanowisko wobec problemu imigrantów?

To jest możliwe, ale do tego potrzebna jest wola polityczna. Nieprzypadkowo zacząłem od kryzysu w strefie euro, ponieważ on pokazuje coś bardzo ważnego. Jeszcze w latach 80-tych i 90-tych wierzono, że każdy krok naprzód na drodze integracji będzie działał pozytywnie, zwiększy integrację. To był błąd. Dowodem tego jest konstrukcja strefy euro, która jest zaprojektowana jako waluta deflacyjna, narzuca neoliberalną politykę gospodarczą, a przede wszystkim narzuca wspólną politykę pieniężną obszarowi, który jest bardzo zróżnicowany, jest wziąć pod uwagę potencjał gospodarczy, bez wyraźnych mechanizmów redystrybucji miedzy regionami. Trafiłem gdzieś ostatnio na ciekawą metaforę, mianowicie, że strefa euro stała się jak płonący dom bez drzwi ewakuacyjnych. To bardzo dobrze oddaje obecną sytuację. Konflikty redystrybucyjne można było zamiatać pod dywan w epoce wzrostu, jednak w okresie kryzysu okazało się, że każdy kraj walczy o „swoje”.

Jaka jest alternatywa?

Budowa bardziej solidarnej Europy. Musimy wyjść poza banalne hasła typu „więcej Europy” i zastanowić się, jak ją skonstruować, jaka ta Europa ma być. Dla banków czy dla obywateli?

Cała rozmowa ukazała się w książce Przemysława Prekiela „Jaka Polska?”.