Wybory w Austrii

van-der-bellen
„Oswajanie Van der Bellena” – Adam Ostolski komentuje zwycięstwo Alexandra Van der Bellena w wyborach prezydenckich w Austrii na łamach Trybuna.eu:

Zwycięstwo Alexandra Van der Bellena w wyborach prezydenckich w Austrii sprawiło, że kontynent odetchnął z ulgą. Przy trzecim podejściu udało się zatrzymać kandydata skrajnej prawicy Norberta Hofera. Natychmiast zaczęły się próby „oswojenia” nowego prezydenta, i to zarówno przez media liberalne, jak i prawicowe. Od BBC po Wiadomości TVP austriacki prezydent elekt przedstawiany jest jako „liberał”, a nawet „centrysta”.

Jednak Van der Bellen nie jest austriackim odpowiednikiem Hillary Clinton, a tym bardziej Ryszarda Petru. Prędzej można go zestawiać z takimi postaciami jak Bernie Sanders czy Jeremy Corbyn. Mimo że formalnie startował jako kandydat niezależny, faktycznie był kandydatem austriackich Zielonych – partii, której przez jedenaście lat przewodniczył. Austriaccy Zieloni to partia zdecydowanie lewicowa, ekologiczna i antykorupcyjna, a na dodatek mająca liczący się nurt antykapitalistyczny. Kampania Van der Bellena miała optymistyczny i proeuropejski przekaz. Kandydat opowiedział się również jednoznacznie za przyjmowaniem uchodźców, co w przypadku Austrii – kraju, który w 2015 roku stał się jednym z gorących punktów kryzysu uchodźczego – nie jest abstrakcją. Z punktu widzenia standardów politycznego mainstreamu Van der Bellen bez wątpienia jest „lewakiem”.

To prawda, zwycięstwo Van der Bellena było możliwe również dzięki temu, że zagłosowali na niego również wyborcy liberalni i centrowi, a nawet centroprawicowi. Jednak działa to również w druga stronę: ich głos mógł przeważyć dlatego, że przeciwnikiem kandydata skrajnej prawicy był tym razem ideowy lewicowiec, a nie przedstawiciel politycznego środka. Austria pokazała nam wyraźnie, jaka lewica ma dziś szansę wygrywać z prawicą.

Ci, którzy robią z Van der Bellena „liberała”, nie tylko wprowadzają w błąd opinię publiczną, ale przede wszystkim samych siebie. To zrozumiałe, że prawicowi populiści (i kontrolowane przez nich media) mają w takim przedstawianiu Van der Bellena interes. To jasne, że właśnie z liberalnymi przeciwnikami chcieliby się konfrontować, bo to im gwarantuje sukces. Natomiast zwolennicy liberalnego centrum, fetując zwycięstwo „liberała”, mogą się pocieszać, że nie wszystko jeszcze stracone. Jednak brutalna prawda jest taka, że w tych czasach w większości krajów liberalne centrum nie ma najmniejszych szans na wyborczy sukces. Marsz skrajnej prawicy może zatrzymać jedynie ideowa lewica. Więc drodzy miłośnicy status quo – nie pocieszajcie się za bardzo, bo to się źle skończy dla nas wszystkich.